Blogger Widgets

sobota, 23 marca 2013

Wiosenna biel

Prawie bezchmurne niebo, słaby wiatr i mnóstwo promieni słonecznych. Budząc się dzisiaj rano wiedziałem, że część dnia na pewno spędzę na świeżym powietrzu. Obecny weekend możliwe (w sumie to na pewno), że jest ostatnim ze śniegiem i tak dużym mrozem, ale na Słońcu temperatura odczuwalna wynosiła dzisiaj przynajmniej kilkanaście stopni więcej. Rano myślałem nad trasą spaceru. Chciałem na początku dojść lasem na Osowę, później powłóczyć się po działkach i pagórkach za miastem, ale po raz kolejny nogi zaprowadziły mnie nad morze. Za tydzień już Wielkanoc. A po Świętach przyjdą większe spacery i w nowym już otoczeniu. Już się nie mogę doczekać:)

 A poniżej kilka białych fotek z dzisiaj:)






wtorek, 19 marca 2013

To są chyba jakieś żarty...

Tak, tak, mamy w końcu jeszcze ostatnie godziny zimy, ale to co zobaczyłem rano na dworze to są jakieś żarty w wykonaniu pogody. Marzec jak wiadomo może przynieść nam kilkunastostopniowe ciepełko, ale też ostry powiew zimy. Musimy poszukać sprawców tego całego zamieszania na drogach, chodnikach i ich ukarać. Prawdopodobnie to niże i wyże, które zamiast ruszyć tyłki i powędrować dalej, to tak się ulokowały, że nad nasz kochany kraj i całą część tej Europy strumieniami leci arktyczne powietrze z północy. Ale... oczywiście do czasu. Ja jestem tego zdania, że w naturze zawsze musi wyjść na zero, więc osobiście niech teraz sypie, wieje, mrozi, a akurat na sam początek kwietnia i Wielkanoc przyjdzie upragnione ciepełko i będziemy wędrować wśród budzącej do życia się przyrody... piękne widoki, prawda? Więc trzeba czekać i tyle. Wiosna przyjdzie na pewno, bo jeszcze nigdy w historii się nie zdarzyło, aby nie przyszła:)


A poniżej fotki z mojego, zimowego wypadu za miasto:)




No to dzwonimy :) Śniegowy domofon:)


sobota, 16 marca 2013

Tydzień pełen niespodzianek, a więc :)

Połowa marca. Okres kiedy chcielibyśmy już na zawsze pożegnać zimę. Pogoda jedna postanowiła inaczej. Za oknami mróz, śnieg, tylko wysoko "wędrujące" Słońce nad horyzontem na czystym niebie, daje nam do zrozumienia, że zimowe dni niedługo skończą się na dobre. Od kilkunastu dni, kiedy mam wolne, a także po zajęciach, robię sobie spacerki tą samą trasą. Raz kończę tylko w Gdańsku, innym razem w Sopocie. W pierwszym przypadku jest to około 18-20 km, w drugim trasa liczy od 11 do 13 km. Wczoraj i dzisiaj, kiedy przemierzałem kolejne kilometry, zaobserwowałem ciekawe zjawisko. A mianowicie to, jak potrafi się zmieniać pokrywa śnieżna na tak małym obszarze. W Gdyni pokrywa śnieżna, jeśli w ogóle występuje, to ma zaledwie kilka centymetrów. Miejscami prawie w ogóle jej nie ma. Jednak już dosłownie 3 km od centrum, praktycznie jesteśmy zasypani śniegiem. W Gdańsku jest jeszcze bardziej zimowo.



W Gdyni śniegu jest jak na lekarstwo...


A poniżej już zasypany Sopot.


No, a teraz czas na te niespodzianki. Po dwóch latach, kiedy rozpoczęła się moja przygoda z tanim lataniem, w końcu odwiedzę Norwegię. Lecę tam z Natalią (tak, tak, lecimy!!:)), dla której będzie to pierwszy lot w życiu. W 2011 roku co prawda byłem już na ziemi norweskiej (lotnisko Rygge), ale tym razem wracam na dłużej i w zdecydowanie piękniejszym czasie, bo na początku czerwca. Dnia polarnego nie będzie niestety, ale zachód Słońca po 23 to już coś fantastycznego. A więc kierunek Bergen, ale to dopiero w czerwcu, wcześniej przecież jest majówka, a gdzie ona? A tego nie zdradzam. Powiem tylko, że będzie głośno, oj bardzo głośno:)


Takie widoki już naprawdę niedługo:)

niedziela, 10 marca 2013

Udany weekend, tylko pogoda...

A więc czas na pierwszego, marcowego posta:P Mijający weekend należał do kategorii bardzo udanych. W piątek i w sobotę byłem razem z "Nane" (brzmi tajemniczo pewnie:P) na Kolosach. Pojawiam się na nich regularnie od kilku lat i każdego roku 2-3 prezentacje robią naprawdę dobre wrażenie. Tak było i w tym roku. Wysłuchaliśmy w sumie 16 prezentacji. Każda była inna. Inne kraje, inny środek transportu oraz inny sposób przedstawiania. Na mnie osobiście największe wrażenie zrobiła wyprawa Rower góral i na Ural Dominika Szmajdy. Dominik eksplorował Jamał i Ural na rowerze. Niesamowite zdjęcia i filmiki oraz sposób prezentowania, którym często towarzyszyły wybuchy śmiechu. Piątek był zdecydowanie najlepszym dniem. Chwilę po podróży Dominika, zaprezentował nam się Adrian Krysztofinski ze swoją wyprawą po Ameryce Południowej. 


Niestety to co piękne, wspaniałe i na co się długo czekało, skończyło się, ale w głowie z pewnością te chwile, te prezentacje zostaną na dłużej, a w przyszłości to sami wyruszymy, a ta przyszłość zacznie się już niedługo. W lipcu wydarzy się coś pięknego, coś co się zrodziło tak szybko, ale i coś, czego by nie było, gdyby nie jedna pewna chwila, kiedy to jedna wiadomość na popularnym komunikatorze internetowym zamieniła się... ale o tym więcej w zakładce Projekty:) Z pewnością za kilka tygodni coś więcej o projekcie będzie na blogu. Tak więc będąc na Kolosach często myślałem o wspólnej wyprawie z "Nane", a ona już baardzo blisko...:)

No a teraz czas na niedzielę, która była już zdecydowanie mniej udana od piątku i soboty (oczywiście nie tylko Kolosy wpłynęły na tak wysoką ocenę:)). Wróciła zima, ale to w wydaniu ciężkim. To co w sobotę było, a to co zastałem w niedzielę, było bez porównania. Zasypane ulice, duży mróz i porywisty wiatr sprawiły, że z domu bardzo ciężko się wychodziło, a najchętniej to by się zostało w nim cały dzień.