Blogger Widgets

niedziela, 30 sierpnia 2015

Camino de Santiago - relacja, cz. 2

Część 2

Tego dnia wstaliśmy najwcześniej ze wszystkich dni, bo o 5.30 i chwilę po 6 wyruszyliśmy na szlak. Na dworze powoli nastawał świt. Za plecami zostawiamy już Pobene i idziemy w kierunku Castro Urdiales. Miasto bardzo śliczne. Małe, spokojne i z piękną architekturą. Uwielbiam takie mieściny, gdzie w spokoju można wypić kawę i chwilę zrelaksować się przed kolejnymi kilometrami. Jesteśmy już w Kantabrii.




 Droga do Castro Urdiales

Niesamowita radość wędrowania



 Castro Urdiales





Pogoda cały czas nam dopisuje. Zdarzają się pochmurne dni, ale nie przynoszą one burz z ulewami, ale jedynie słabe poranne mżawki i to tylko kilka razy podczas całej wędrówki. Bardzo dużo jest słonecznych chwil. Temperatura również przyjemna do chodzenia, bo wynosiła około 20-25 stopni. Upałów na Camino nie doświadczyliśmy.


 Przeprawa na drugą stronę

Szybko wskakujemy na statek (2 euro) i już jesteśmy w Santona. Jeszcze kilka kilometrów, początkowo ulicą z luksusowymi hotelami, ale po chwili już tylko plażą i jesteśmy w Noja. Tutaj planujemy się zatrzymać i spędzić dzień. Niestety nie wiemy, gdzie będziemy spać, bo albergue bardzo drogie. Udajemy się więc do kościoła z zamiarem porozmawiania z Ojcem, niestety nikogo nie było na plebani. Decydujemy się więc na dzień pełnego luzu (plaża, piwo, wino i dużo jedzenia). Idziemy do hotelu. Płacimy niestety aż 11 euro za osobę, co jest najdroższym noclegiem na całym Camino.


Na Camino większość osób wędruje z plecakiem, ale sporo osób widziałem też z pieskami. Były też konie i osiołek. Dziewczynę spotkałem na plaży w drodze do Noja.



Camino del Norte przechodzi przez mnóstwo plaż. Co chwilę tabliczka z napisem Playa de... coś ta, coś tam. Piasek może nie jest tak czysty i drobny jak nad polskim morzem, ale bardzo piękne jest natomiast skaliste wybrzeże z urwistymi klifami.


 Kukurydza, kukurydza i jeszcze raz kukurydza...


Zbliżamy się do mekki pielgrzymów, do Guemes. Wyczytaliśmy w przewodniku, że panuje tam super atmosfera. Same statystyki mówią o ponad 8 tysiącach pielgrzymach w 2014 roku, którzy odwiedzili to schronisko. Na miejscu jesteśmy przywitani przez sympatycznego Pana, który widząc nasz pot na czole daje nam po szklance wody. W Guemes czujemy się fantastycznie. Spotykamy ludzi z całego świata, wspólnie jemy obiad, a wolny czas spędzamy w bibliotece, gdzie czytamy polską Biblię.

 Sala do spania w schronisku

 Malowidła na ścianach

 Statystyki w Guemes

Piękny wschód Słońca nad hiszpańską wsią



Droga do Santander



Do Santander wpływamy promem. Idziemy coś zjeść i szybko wychodzimy poza miasto, mimo, że pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Wolimy wiejskie klimaty, przyrodę niż duże ośrodki miejskie z mnóstwem samochodów, tłoku i hałasu. Robimy jeszcze kilkanaście kilometrów i zatrzymujemy się w Santa Cruz de Bezama u fantastycznej rodziny, która w swoim domu przyjmuje pielgrzymów. Niesamowite miejsce.

Santillana del Mar

11 dnia wędrówki odwiedzamy przepiękne miasteczko Santillana del Mar, chociaż odcinek z Santander mało przyjemny, bo idzie się wzdłuż ruchliwej drogi. Na całym Camino jeszcze tylko odcinek z Gijon do Aviles bardzo nie przypadł nam do gustu ze względu na przemysłową okolicę.

Dzień kończymy na noclegu w klasztorze Cystersów w Cobreces. Za nami już 334 kilometrów drogi, a do Santiago tylko niecałe 500 km.


1 komentarz:

  1. Wspaniale jest wrócić pamięcią do tamtych chwil ! :)

    OdpowiedzUsuń