Blogger Widgets

poniedziałek, 13 lutego 2017

Bukareszt, Braszów - zimowa wyprawa do Rumunii

Przedświąteczna wyprawa do Rumunii. Wyprawa, która zrodziła się w momencie kiedy zobaczyłem, że Ryanair oferuje loty w dwie strony za niecałe 50 pln. Fakt, faktem z Berlina, ale dojazd na lotnisko do stolicy Niemiec to żaden problem, a przy okazji pomyślałem sobie, że odwiedzę Szczecin, skąd pochodzi mój towarzysz podróży Sławek z De Los Tripos. Jak było, czy warto? Trochę zdjęć i krótki opis relacji z Rumunii. Było epicko!




Dworzec kolejowy Gara de Nord w Bukareszcie

Na lotnisko do Berlina pojechałem Polskim Busem z Gdańska, gdzie spotkałem się już na miejscu ze Sławkiem i od razu ruszyliśmy pod bramkę do samolotu. Berlina nie chcieliśmy zwiedzać. Szerokim łukiem ominęliśmy stolicę Niemiec. Liczyła się tylko Rumunia. Na początek Bukareszt.

Centrum miasta

Pomysł był taki, aby od razu z lotniska złapać busa w kierunku Braszowa, tak aby w ogóle nie wjeżdżać do Bukaresztu. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, bo nikt nie widział skąd odjeżdżają autobusy regionalne. A że mieliśmy na przesiadkę kilkanaście minut, więc odpuściliśmy sobie i lekko źli na siebie zagadujemy taksówkarza, za ile by nas nie wziął do Bukaresztu. Okazało się, że za 30 lei, czyli około 15 pln od osoby. No nic, zgadzamy się. Jesteśmy w stolicy Rumuni. Wow!

Klimat jak w Polsce w latach 80. Na początek przywitał nas dworzec kolejowy. Wchodzimy do środka i płyniemy razem z masą ludzi. Lubię tak wczuć się w klimat takich miejsc. Szukamy coś do jedzenia, ale ostatecznie nic nie jemy i idziemy na naprawdę ekspresowe zwiedzanie miasta. Pociąg do Braszowa mamy za 2 godziny, a chcemy obejść centrum miasta i zobaczyć słynny Parlament. Ale gdzie on właściwie jest? Na telefonie mam słabej jakości zdjęcia z mapy. Przyspieszamy tempo, bo czas goni. Postanawiamy zapytać się mieszkańców, ale nikt nic nie wie. Serio? W końcu zagaduję młodego chłopaka. To był strzał w dziesiątkę. Chłopak tłumaczy bardzo sprawnie i tak trafiamy pod sam Parlament. Po drodze mijamy jeszcze wiele innych perełek, a właściwie obskurnych budynków. W Bukareszcie czas się zatrzymał. Jeden wielki brud i syf. Stare, rozwalające się kamienice. Ogólnie panujący chaos architektoniczny na mieście. To wszystko sprawia, że stolica Rumuni jest bardzo specyficznym miastem. 


Dymbowica

Tu kiedyś będzie pięknie - czekając na rewitalizację

Czekając na zielone

A my cały czas głodni - nieczynny bar na mieście

Biserica Stravropoleos - perełka ukryta między kamienicami

Starówka jest bardzo skromna, ale ładna. W znacznej części została wyburzona na rozkaz dyktatora Caucescu, a materiał z kamienic przeznaczono do budowy Parlamentu i bulwarów. To co ocalało, zostało skrupulatnie odnowione - mała cząstka tego sprzed lat.



Szybko zostawiamy Bukareszt i pociągiem regionalnym jedziemy do Braszowa. Czy warto było na te 2 godziny zobaczyć jaka jest stolica Rumuni? Myślę, że tak, mimo, że nie jest to piękne miasto, ale trzeba pamiętać o historii tego miejsca i losach stolicy po II Wojnie Światowej.

Nastrojowy klimat miasta - Idą Święta!


Do Braszowa z Bukaresztu najlepiej udać się pociągiem. Cena biletu za przejazd pociągiem regionalnym to 24 lei, natomiast pośpiesznym prawie 50 lei. Kolej rumuńska stale się rozwija, jednak sporo jej brakuje do poziomu polskiego. Składy są wygodne, czyste, ale potrafią mieć spore opóźnienia. Nasz skład z Braszowa miał ponad godzinny postój spowodowany awarią lokomotywy. 




Na wzgórzu ustawiono zewsząd widoczny napis Brasov, na wzór tego, który można oglądać w Hollywood. Miasto, prawie 300 tysięczny ośrodek kulturalny, naukowy i przemysłowy, rozrosło się w południowej części Karpat Wschodnich u stóp wzniesienia Tampa.



Następnego dnia z rana wyruszyliśmy do Bran. Niecała godzinka drogi busem z dworca autogara 2 za 7 lei i jesteśmy pod siedzibą Drakuli. Zamek, jak zamek. W środku nic szczególnego, a i cena mocno zawyżona, bo 35 lei. Jak ktoś się waha, to raczej odradzam wchodzić do środka. Z zewnątrz zamek prezentuje się zdecydowanie lepiej.




Wokół zamku ustawionych jest mnóstwo straganów i budek z pamiątkami, w których można zaopatrzyć się między innymi mroczne (a jak!) magnesy na lodówkę.


Szybko opuszczamy Bran, bo nic tu więcej ciekawego nie ma. Mamy mało czasu, więc wolimy popołudnie spędzić w Braszowie włócząc się uliczkami starego miasta oraz wspiąć się na szczyt góry Tampa.




Stare Miasto pięknie wygląda oglądane z murów otaczających kiedyś Braszów. Mury te, z basztami i bramami, w wielu miejscach są dobrze zachowane. Na centralnym placu usytuowany jest zabytkowy, późnogotycki ratusz z XV wieku.




Panorama Braszowa ze wzgórza Tampa






Braszów nas zachwycił. Śliczne miasto, idealne na spotkanie z historią oraz aktywny wypoczynek. Do tego piękne góry i widoki ze wzgórza Tampa na długo zostaną w pamięci. Czas wracać do Bukaresztu na samolot, ale postanawiamy w drodze powrotnej wysiąść w Sinaia i tam spędzić ostatnie godziny w Rumunii. Sinaia to tętniący latem kurort położony około 50 km na południe od Braszowa u podnóża gór Bucegi. Znajduje się tam pałac Peles o architekturze w stylu bawarskim, którego prawowitym właścicielem jest król Michał I.



Planując weekend w Bukareszcie, mając 3-4 dni w Rumunii, warto wyjechać poza Stolicę. I tu szczerze polecam Braszów i okolicę.

Na koniec odwiedzam jeszcze Szczecin. Miasto zdecydowanie na plus. I tym samym kolejny podróżniczy rok już za mną.

Pomnik Węgierskiego Chłopca  w Szczecinie. Gest wdzięczności narodu węgierskiego za pomoc od Polaków w trakcie powstania w 1956 roku w Budapeszcie

1 komentarz:

  1. Panorama Braszowa ze wzgórza Tampa zapiera w dech w piersiach! Cudowny widok :)

    OdpowiedzUsuń