Blogger Widgets

GSB

Relacja z przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego (GSB Dream Walk Expedition 2013) plus informacje praktyczne.

Początki wyprawy to styczeń 2013. Dwójka młodych ludzi zafascynowana pieszymi wędrówkami i realizacją pasji włóczenia się i poznawania piękna przyrody wpadła na genialny pomysł przejścia w całości Głównego Szlaku Beskidzkiego. Dystans to ponad 500 km, ale dla nich to nieistotne. Liczy się przecież droga i bycie w niej. Możliwość wędrowania wśród szczytów gór, poznawanie otaczającej przyrody i przekraczanie kolejnych wiosek. Dlaczego Dream Walk? Bo czują się szczęśliwi, gdy są oddani wolności wędrowania, a ich marzeniem jest około ziemska wędrówka.




Logo



Ekwipunek na wyprawę

Buty:
Wybrałem model włoskiej firmy Aku. Kilkakrotnie już testowane przed początkiem wyprawy. Brak większych zastrzeżeń.

Plecak:
Postawiłem na sprawdzonego producenta, a dokładniej na niemieckiego Deutera. Pierwszy test plecak przejdzie dopiero na Głównym Szlaku Beskidzkim. Wybrałem model Aircontact 45+10.

Śpiwór:
Tutaj zdecydowałem się na Finmarka o rozmiarze L Fjorda Nansena. Testowany przed wyprawą. Temperatura komfortu +12 st. C. oraz limitu +6 st. C. Jak na razie bez zastrzeżeń. Polecam nawet na noce z temperaturą tylko minimalnie powyżej zera.

Trasa

Trasa prowadzi przez Beskid Śląski, Beskid Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Niski i Bieszczady. Łącznie w ciągu 19 dni wędrówki pokonaliśmy około 280 km. Więcej do poczytania TUTAJ.

Noclegi

Noclegi na Głównym Szlaku Beskidzkim to przede wszystkim schroniska górskie i bacówki PTTK oraz prywatne placówki schroniskowe. Możemy także spać w bazach namiotowych oraz w kwaterach. Standard obiektów jest dosyć wysoki. Niektóre schroniska standardem dorównują dobrym hotelom. Ceny jednak jak najbardziej do zaakceptowania dla wędrowców. Najtańsze są bazy namiotowe, gdzie za nocleg zapłacimy kilka złotych. Najdroższe są prywatne schroniska.

1. Schronisko na Soszowie Wielkim



2. Schronisko PTTK na Przysłopie



3. Górska Stacja Turystyczna Słowianka



4. Schronisko PTTK na Hali Miziowej



5. Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach



6. Schronisko PTTK na Hali Krupowej



7. Hotelik w Jordanowie


8. Schronisko PTTK na Starych Wierchach



9. Baza namiotowa na Lubaniu



10. Schronisko PTTK na Przechybie



11. Chatka Kordowiec



12. Schronisko Katolickie w Krynicy



13. Gospodarstwo Agroturystyczne Regiecówka



14. Bacówka PTTK w Bartnem



15. Bacówka PTTK pod Honem



16. Studencka Baza Noclegowa w Wetlinie



17. Schronisko PTTK "Chatka Puchatka" na Połoninie Wetlińskiej



18. Kwatera prywatna w Ustrzykach Górnych



Relacja

Dzień 1 (niedziela) 
Wieczorem udaliśmy się na dworzec PKP Gdynia Główna. O 20.25 ruszyliśmy pociągiem w stronę Tych.

Dzień 2 (poniedziałek) 



Po przyjeździe do Tych o godzinie 7 rano, wyruszyliśmy dalej pociągiem w stronę Ustronia. W samych Ustroniu byliśmy przed 10. Szybko zaopatrzyliśmy się w pamiątkowe kartki pocztowe, zrobiliśmy zdjęcia przy słupku początku Głównego Szlaku Beskidzkiego i ruszyliśmy w stronę pierwszego szczytu – Równicy (strome podejście), a następnie Czantorii (zdecydowanie wyczerpujące). Odpoczywając na szczycie, nabraliśmy sił, by w 30 minut dotrzeć na Wielką Czantorię, gdzie znajduje się wieża widokowa. Potem czeską granicą ruszyliśmy w stronę schroniska na Soszowie. Tam też spędziliśmy noc w najdroższym pokoju podczas naszej wyprawy. 40 pln za osobę w pokoju dwuosobowym to zdecydowanie za dużo. Pogoda tego dnia sprzyjała. Było ciepło i słonecznie. Pierwszego dnia zrobiliśmy około 18 km Głównego Szlaku Beskidzkiego.



Dzień 3 (wtorek) 
Drugiego dnia naszej wędrówki udaliśmy się wzdłuż granicy Polski i Czech na Stożek Wielki. W schronisku zakupiliśmy 1,5 l wody mineralnej za jedyne... 8 pln. Następnie dotarliśmy na przełęcz Kubalonka (przełęcz widmo!). Stamtąd drogą asfaltową skierowaliśmy się w stronę przełęczy Szarcula, by rozpocząć wędrówkę ku schronisku PTTK na Przysłopie (nie pić wody z kranu, bo żółta). Pogoda piękna. Słonecznie i ciepło. Nasz dzisiejszy pokonany dystans zamknął się 20 km wędrówki.



Dzień 4 (środa) 
Mimo bólu brzucha Natalii, uderzyliśmy zdobywać Baranią Górę. Następnie przez 4 h w otoczeniu „umarłych lasów” podążaliśmy do Węgierskiej Górki – malowniczej miejscowości, w której zjedliśmy bardzo dobry obiad. Rozleniwieni obiadem chcieliśmy po raz 50 tego dnia wracać PKP do domu. Jednak los chciał, że na drodze do Żabnicy zatrzymała się zakonnica, która podrzuciła nas w stronę schroniska na Słowiance (polecamy!). Tam też pojawiły się kolejne wątpliwości. Natalia chciała wracać do domu (znowu☺). Dzień upalny i bardzo słoneczny. Przeszliśmy blisko 25 km.



Dzień 5 (czwartek) 
Zamiast planowanej pobudki o godz. 6.00, wstaliśmy dopiero po 8.00. Słońce, tak jak w ciągu pierwszych 3 dni, dawało się we znaki. Było upalnie. Ochłody dawały nam liczne strumyki. Aż do Rezerwatu Romanka szlak głównie prowadzi odkrytą trasą. Sam rezerwat robi duże wrażenie, głównie za sprawą bujnej roślinności. Po 2 h dotarliśmy na Przełęcz Pawlusia, by po następnych 30 minutach dotrzeć już do schroniska PTTK na Hali Rysiance. Tam też zjedliśmy smaczne pierogi z jagodami. Po południu na niebie zaczęły pojawiać się coraz to więcej groźnych chmur, a w oddali było słychać nadchodzącą burzę. Jednak nie wycofaliśmy się i ruszyliśmy w stronę Hali Miziowej, by tam od 16.00 odpoczywać już w schronisku PTTK. Przeszliśmy około 14 km.

Dzień 6 (piątek) 
Po pobudce o 6.00 na Hali Miziowej wyruszyliśmy około godz. 8.00 na Przełęcz Glinne. Po szybkich zakupach i krótkim odpoczynku znaleźliśmy się w drodze na Jaworzynę – szczyt widmo. Za każdym razem, gdy myśleliśmy, że to wierzchołek, okazywało się, że jeszcze jedno podejście przed nami. Po stromym zejściu ukazała nam się baza namiotowa Głuchaczki. Tam też chwilę odsapnęliśmy i ruszyliśmy dalej na szczyt Mędralowa. Niewiele czasu minęło, kiedy słychać było pierwsze grzmoty. Gdy w końcu dotarliśmy na szczyt, niebo na dobre zaszło ciemnymi chmurami. Centralnie na szczycie burza zaatakowała. Co raz głośniejsze grzmoty, niskie chmury, błoto i woda po kostki. Najgorzej okazało się przy zejściu, kiedy to burza zagościła nad naszymi głowami na dobre i dawała uszom nieźle popalić. Cali mokrzy w końcu znajdujemy schronienie w drewnianej chatce. Nie było jednak sensu dłużej tam siedzieć, więc szybko ponownie ruszyliśmy w stronę schroniska, do którego ostatecznie dotarliśmy przed godziną 19. Schronisko PTTK na Markowych Szczawinach to nowoczesny obiekt. Pokój wieloosobowy ze zniżką kosztował nas niecałe 25 pln. Dużym plusem tego miejsca jest kotłownia, w której można wysuszyć mokre rzeczy, w tym buty. Jeśli uda się wysuszyć butki i zrobić coś z zatruwającymi Życie odciskami, atakujemy jutro Babią Górę. Chcemy wyruszyć wcześnie rano, kiedy mamy najmniejsze szanse na wystąpienie kolejnej burzy. Jedna nam w najbliższym czasie wystarczy. Bo nie ma co ukrywać, ale najedliśmy się sporo strachu. Także mamy nadzieję, że jutrzejszy dzień przebiegnie po naszej myśli i uda się zdobyć królową Beskidów. Dzisiaj zrobiliśmy 26 km.


Jak widać na powyższym zdjęciu, a właściwie nic nie widać. Babia Góra w chmurach.

Dzień 7 (sobota) 
Po pobudce i pierwszym wyjrzeniu za okno, stwierdziliśmy, że pogoda nas nie rozpieszcza. Na szczęście nie padało, jednak najbliższa okolica tonęła w mlecznobiałej mgle. A przed nami była przecież Babia Góra. Mimo doskwierających nam obtarć stóp, mżawce i braku Słońca, po około dwóch godzinach znaleźliśmy się na wyżej wspomnianej górze. Diablak jest nasz! Jednak mgła nie pozwoliła nic zobaczyć. Panował tam iście tatrzański klimat. Dokładnie wyszczególnione piętra roślinności, skałki i porywisty wiatr na szczycie. Potem czekało nas zejście. Od Sokolicy było bardzo strome. Do tego stopnia, że Natalia zaliczyła upadek. Jednak na zdartym kolanie się skończyło. Droga na Babią górę jest chyba najbardziej dostosowanym dla turystów zejściem i podejściem w Beskidzie Żywieckim. Potem czekała nas przełęcz Krowiarki, gdzie odebraliśmy zostawione dla nas przez Michała przewodniki po Głównym Szlaku Beskidzkim. Bardzo fajnie opracowane. Polecamy! Następnie monotonna droga przez las do schroniska PTTK na Hali Krupowej. Po drodze szlak był niczym wyciętym z filmu grozy. Coraz gęstsza mgła, w której nie widać było absolutnie nic, mżawka, zero Słońca, chmury, błoto, dużo błota oraz zmasakrowane drzewa iglaste. Wszystko przypominało plan filmowy horroru. Jednak mimo unoszącej się mgły, w której o mały włos się nie zgubiliśmy, znaleźliśmy schronisko. Panuje tam bardzo przytulna atmosfera. Jutro ruszamy do Jordanowa, gdzie najemy się do oporu fast foodów, typu pizza. Dzień zamknęliśmy z 17 km wędrówki.



Schronisko PTTK na Hali Krupowej

Dzień 8 (niedziela)
Po jak zwykle spóźnionej pobudce, szybko wyruszyliśmy na szlak. Przyjemna pogoda zachęcała do długich wędrówek. Pomknęliśmy więc w stronę Bystrej. Po drodze napotkaliśmy na zniszczony przez wycinkę las oraz ogrom błota. Zejścia i podejścia nie przysparzały nam jednak większych problemów. Przed samą miejscowością wyczyściliśmy w strumyku bardzo obłocone buty. Potem szybka rundka do sklepu po coś do picia i jedzonka i dalej w drogę. Lasem ruszyliśmy w stronę Jordanowa. Chmary komarów i much już dawno nie przysparzały nam tylu problemów. Do tego brak mostu na rzece Skawie zaraz za Bystrą zmusił nas do przejścia jej. Jednak woda nie była aż tak zimna, ani głęboka. Sięgała góra do kolan. Po dotarciu do miasteczka, zjedliśmy ogromną, pyszną pizzę niedaleko bardzo ładnego kościoła i resztę dnia spędziliśmy włócząc się po mieście. Sam Jordanów to bardzo piękne, spokojne miasteczko. Dzisiejszy pokonany dystans to blisko 20 km.


Dzień 9 (poniedziałek) 
Dzień przywitał nas słoneczną, piękną pogodą. Po porannych lodach, udaliśmy się w stronę Rabki Zdroju. Droga przebiegała w większej części drogą krajową. W okolicach miejscowości Skawy szlak odbijał w pole i w las. Niestety jest on bardzo słabo oznaczony w terenie, co powoduje, że kilkakrotnie zgubiliśmy go. Sama Rabka jakoś specjalnie nas nie zachwyciła. Jemy po kebabie i udajemy się w stronę Maciejowej. Tam odpoczywamy przy bacówce PTTK i ruszamy w stronę Starych Wierchów. Schronisko PTTK jest bardzo przytulne. Dostajemy pokój dwuosobowy za 20 pln. Jutro kolejny dzień. Warto jeszcze podkreślić, że szlak w Gorcach jest bardzo słabo oznaczony. Bardzo rzadko pojawia się symbol czerwonego szlaku. Brakuje także tablic informacyjnych. Dziewiątego dnia przeszliśmy ponad 23 km.


W drodze na Stare Wierchy


Dzień 10 (wtorek) 
Zaspaliśmy!! Wstaliśmy dopiero po godzinie 8. Naszym celem dzisiaj była najwyższa góra Gorców – Turbacz. Niestety dalej szlak nie był dobrze oznaczony. Często pojawiały się liczne rozwidlenia, które całe szczęście w końcu się zbiegały. Sam Turbacz niczym nas szczególnie nie zaskoczył. Dopiero przy schronisku PTTK Na Turbaczu widoczna jest piękna panorama Tatr. Okolice schroniska to także masa tak zwanej „stonki”. Od schroniska droga prowadzi ku polanie, gdzie uroku tego miejsca dodają owce oraz chyba jeszcze piękniejsze widoki na okolicę. Do przełęczy Knurowskiej droga ostro schodzi w dół, by następnie do Studzionek ponownie nabrać wysokości. W Studzionkach panuje niesamowity klimat. Dotarliśmy tam po godzinie 17, ale do dzisiejszego celu, czyli do bazy namiotowej na Lubaniu, zostały jeszcze przynajmniej 3 godziny wędrówki. Szło się dosyć dobrze. Przez cały dzień pogoda była piękna. Przed samym Lubaniem szlaki ponownie się zaczęły rozchodzić, do tego stopnia, że w pewnym momencie zgubiliśmy oznaczenie, ale idąc na tak zwaną okrętkę, dotarliśmy do bazy przed zachodem Słońca. Zmęczeni szybko idziemy spać (udało nam się dzisiaj przejść blisko 30 km) przy pięknych śpiewach z gitarą.




Studzionki


Nasze miejsce do spania - Baza Studencka na Lubaniu

Dzień 11 (środa) 
Dzień zaczęliśmy zejściem z góry Lubań. Niestety po kilkuset metrach zgubiliśmy szlak i schodziliśmy mało atrakcyjnym fragmentem aż do Potoku koło Tylmanowej zamiast zejść bezpośrednio czerwonym szlakiem do centrum Krościenka nad Dunajcem. W tym momencie do Krościenka pozostało nam około 8 km drogi. Szybko udajemy się na przystanek. Najbliższy autobus za 1,5 godziny, więc wystawiamy kciuk. W Krościenku jesteśmy po 12. Robimy zakupy w miejscowym markecie, jemy wyśmienite lody na wagę i udajemy się dalej w drogę na Przehybę. W oddali słychać nadchodzącą burzę, jednak obyło się tym razem bez większej ulewy. Podejście na Przechybę jest dosyć strome, ale jak najbardziej do przejścia. Mijamy nadajnik RTV i szybko znajdujemy się w schronisku. Jest ono bardzo nietypowe. Zamykane prysznice na klucz i wejścia na piętra. 21 km wędrówki dzisiejszego dnia. Jutro kolejny dzień w drodze.


Pyszne naleśniki z jagodami. Takie pyszności tylko w Bazie Studenckiej na Lubaniu.

Dzień 12 (czwartek) 
Wczoraj wkroczyliśmy w Beskid Sądecki. Szlak tutaj jest bardzo dobrze oznaczony. Pogoda od rana była nieciekawa. Mgła, zimno i mżawka. Niskie chmury skutecznie uniemożliwiały oglądanie pięknych widoków na otaczające szczyty. Najgorsze jednak było przed nami. Za Radziejową (bardzo strome zejście) rozpadało się na dobre tak, że byliśmy dosłownie w 5 minut cali mokrzy. Do tego zaczęła bardzo silnie wiać. Decyzja była tylko jedna. Jak najszybciej musimy znaleźć schronienie. Jednak do najbliższej chatki Pod Niemcową mieliśmy jeszcze ponad 30 minut drogi. W końcu jednak postanowiliśmy udać się do następnej chatki Kordowiec. Zostaliśmy bardzo miło przyjęci przez właścicieli. Specjalnie dla nas włączono kaloryfer. Mogliśmy więc szybko wysuszyć mokre rzeczy. Na kolacje zostaliśmy zaproszeni na podgrzybki z jajecznicą. Pyszne! Resztę wieczoru spędzamy na odpoczynku. Przeszliśmy 11 km Głównego Szlaku Beskidzkiego.

Dzień 13 (piątek) 
Po czwartkowej ulewie rzeczy nadal były mokre. Najbardziej ucierpiały nam buty. Wyruszyliśmy więc w drogę w samych sandałkach. Po niecałych 2 h dotarliśmy do Rytra. Zaopatrzyliśmy się w potrzebne produkty spożywcze. Zjedliśmy szybkie śniadanie na stacji PKP. Nadal mokre buty uniemożliwiały nam wędrówkę, a wyjście w góry w sandałkach mogło się źle skończyć. Los chciał, że akurat na peron wjechał pociąg do Krynicy. Nie mogliśmy z niego nie skorzystać i tak po 1 h jazdy, meldujemy się w tym pięknym mieście uzdrowiskowym. Jemy bardzo smaczny obiad w barze Gawra. Resztę dnia spędzamy włócząc się po mieście i odpoczywając w miejscowym parku z pięknymi fontannami. Kupujemy także suszarkę. Mamy dosyć już ciągle mokrych butów. Piątkową noc spędzamy w katolickim schronisku w Krynicy. Skromne 6 km wędrówki szlakiem. Jutro już Beskid Niski.


Krynica Zdrój

Dzień 14 (sobota) 
Rankiem za oknem przywitały nas ciemne chmury. Było bardzo zimno jak na połowę lipca. Od czasu do czasu padał także słaby deszcz. Dzisiejszym celem była Hańczowa. Mieliśmy do przejścia więc około 20 km. Po opuszczeniu Krynicy czerwony szlak prowadzi na Huzary. Podejście nie jest zbyt wymagające. Szybko zdobywamy wierzchołek i udajemy się dalej w kierunku Mochnaczki. Trasa początkowo prowadziła polami, aż do chwili, kiedy nagle się urywa w strumyczku. Niestety Natalia zaliczyła niegroźny upadek. Mokre ubrania i przenikliwy chłód zdecydował o skróceniu dzisiejszej drogi. Postanowiliśmy poszukać noclegu w szkole w Banicy oddalonej o około 5 km. Jak się później okazało dnia dzisiejszego schronisko nie funkcjonuje, a wszystko to przez.. jutrzejszy festyn w gminie. Do Hańczowej dzieliło nas w tym momencie ponad 10 km wędrówki w mokrych ubraniach. Dowiadujemy się, że w Izbach (2 km drogi od Banicy) działa tanie gospodarstwo agroturystyczne. Dostajemy nocleg za 30 pln od osoby. Wieczorem wychodzimy jeszcze na mały spacerek po wsi (piękna cerkiew) i szybko udajemy się do łóżek. Przeszliśmy dzisiaj 15 km szlakiem.


Izby

Dzień 15 (niedziela) 
Po nocy spędzonej w gospodarstwie agroturystycznym Regiecówka, udaliśmy się lokalnymi drogami w kierunku bacówki w Bartnem. Dystans jaki mieliśmy dzisiaj pokonać to ponad 30 km. Początkowo szliśmy naszym czerwonym szlakiem aż do Hańczowej. Tam zaopatrzyliśmy się w miejscowym sklepie i dalej w drogę przez urocze wsie. Pogoda uległa zdecydowanej poprawie w porównaniu do wczorajszego dnia. Popołudniu wyszło nawet Słońce. Szliśmy cały czas asfaltową nawierzchnia, by ostatnie 5 km do bacówki pokonać niebieskim szlakiem. Klimat jaki panował na miejscu niestety nie ma nic wspólnego z miłą, przyjazną górską atmosferą. Bardzo niemiły gospodarz (pierwszy raz nie mogłem skorzystać z grzałki z racji na możliwość uszkodzenia instalacji) oraz gromadka dzieciaków (ponoć harcerzy) skutecznie uniemożliwiały odpocząć nam po ciężkim dniu. Trudna noc przed nami. Oby tylko do rana.


Dzień 16 (poniedziałek) 
Po pobudce i zjedzeniu śniadania ruszyliśmy w stronę tamtejszego sklepu i PKS-u. Niestety szybko okazało się, że w wakacje nie jeżdżą stąd żadne autobusy czy busy w stronę Gorlic. Musieliśmy więc pieszo przejść asfaltem około 8-9 km by dotrzeć do drogi wojewódzkiej przed Ropicą skąd o wiele łatwiej o transport. Jednak po paru kilometrach zakończyliśmy wędrówkę, gdyż szczęście nam sprzyjało i jakoś autostopem udało się nam dotrzeć do samych Gorlic. Stamtąd już busem do Jasła, szybkie WC i przesiadka do Leska. Tam drobne zakupy, godzina w busie i wysiadamy w Cisnej. Także Bieszczady witajcie. Pogoda znów nie rozpieszcza. Deszcz, ulewa, chmury, zero Słońca, mokro.

Dzień 17 (wtorek) 
Po jak zwykle spóźnionej pobudce ruszyliśmy zdobywać Okrąglik czerwonym szlakiem. Spotkaliśmy ogrom błota, błota i jeszcze raz błota. Szybko zgubiliśmy słabo oznaczony szlak i jakoś „na czuja” próbowaliśmy kierować się do przodu. Nie szliśmy jednak sami, bo towarzyszyło nam bardzo miłe małŜeństwo. Po pewnym czasie, kiedy przedzieranie się przez zarośnięty „szlak” i brodzenie w błocie stało się nie do zniesienia, postanowiliśmy zawrócić. Nasi towarzysze poszli dali. Cofnęliśmy się do drogi utwardzonej i asfaltem kierowaliśmy się w stronę Wetliny. Zaskoczył nas remont drogi. Musieliśmy więc odcinek trasy pokonać więc drogą główną. Ale, Ŝe do największych przyjemności to nie należy, więc do Wetliny ostatecznie dotarliśmy stopem. Tam zakupy i uderzyliśmy na poszukiwanie SBN, gdzie zdecydowaliśmy się spędzić noc. Na polu panuje bardzo miła atmosfera, a wieczorne ognisko i ciepłe kiełbaski okazują się być bardzo fajnym zakończeniem dnia.

Dzień 18 (środa) 
Wyspani, najedzeni ruszyliśmy na połoninę Wetlińską. Droga jak najbardziej przystosowana dla turystów. Jednak mimo tego, dość wyczerpująca. Połonina robi na nas ogromne wrażenie. Jak zawsze piękna, przyciąga tłumy turystów. Jednak dla tych widoków jak najbardziej warta. Po dotarciu i zostawieniu plecaków w „Chatce Puchatka” schodzimy czerwonym szlakiem do Brzegów Górnych, by tam zjeść zapiekanki. Szybko wracamy na górę po piękny zachód Słońca. Szybko zasypiamy, bo jutro pobudka bardzo wcześnie rano.


Połonina Wetlińska



Dzień 19 (czwartek) 
Dzień rozpoczął się pięknym wschodem Słońca. Równo o godzinie 4.37 nasza największa gwiazda wyłoniła się spod horyzontu. Po pięknym wschodzie Słońca poszliśmy jeszcze na chwilkę do łóżek. Ostatecznie wstaliśmy przed godziną 7. Szybkie śniadania na dworze z pięknym widokiem na okoliczne połoniny i udajemy się stromym zejściem w dół. Pogoda nam dopisywała. Bezchmurne niebo i tylko od czasu do czasu jakieś niewielkie chmurki. W Brzegach Górnych zrobiliśmy sobie małą przerwę na odpoczynek i ruszyliśmy w stronę kolejnej połoniny, tym razem Caryńskiej. Podejście dosyć strome i długie. Widoki przepiękne. Czuliliśmy jednak ogólne zmęczenie wędrówką i po chwili na odpoczynek (kilkaset metrów przed szczytem), skierowaliśmy się z powrotem w stronę Brzegów Górnych. Jako, że chcieliśmy udać się do Ustrzyk Górnych, poszliśmy na przystanek sprawdzić rozkład autobusów. Zastaliśmy tylko jednak sam słupek, bez żadnej informacji o godzinach odjazdów busów. No cóż... czas więc coś złapać. Chwila, jeden moment i jesteśmy w upragnionych Ustrzykach. Wieś bardzo malutka. Centrum składa się z 3 sklepów spożywczych. Jest też kilka budek z frytkami oraz restauracji. Śpimy w kwaterze prywatnej za 20 pln od osoby. Jemy obiad i odpoczywamy. Jutro jedziemy do Krakowa, później już do domu.





Rady praktyczne


Zakupy/jedzenie/picie

Nie ma większych problemów ze zrobieniem zakupów. Szczególnie Beskid Niski nas mile zaskoczył. W każdej wiosce praktycznie dostępny jest sklep (otwarte także w niedziele). Ciepłe posiłki można zamówić w schroniskach. Ceny do zaakceptowania. Wodę najlepiej kupować w miasteczkach i małych wioskach. Przed wyruszeniem na szlak sprawdzić, czy mamy wystarczającą ilość płynów i czy ta porcja wystarczy aż do najbliższego, potencjalnego punktu czerpania wody.

Jedzenie na drogę


Noclegi

Bez rezerwacji nawet w sezonie. Często byliśmy nawet sami w dwójkę na całej sali, czy nawet na całym piętrze schroniska (Stare Wierchy/Gorce). Namiot nie jest konieczny. W bazach są namioty bazowe.

Sprzęt

Warto zaopatrzyć się w kuchenkę gazową, ale nie jest ona jakoś specjalnie niezbędna na szlaku. Płaszcze przeciwdeszczowe obowiązkowo. Szczoteczki do czyszczenia obuwia oraz dużo pozytywnej energii na niepogodę. Ważna rada – im mniej na plecach, tym lepiej się idzie, także ograniczyć swój bagaż do maksymalnie 10-11 kg.

Pogoda

W czasie 18 dni wędrówki mieliśmy 5 dni deszczowych, z tego dwa z nich były bardzo wilgotne.

2 komentarze:

  1. 70% Beskidu niskiego pokonaliscie busami.Nawet stopy w części wschodniej nie postawiliscie.Tak samo Beskid Sądecki od Rytra do Krynicy.Pojechaliscie bokiem pociągiem.Więc Wy zrobiliście około 75% GSB

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak. Zgadza się. Pieszo w całości odcinek Ustroń - Rytro. Rytro - Krynica pokonaliśmy koleją. Następnie 2 dni w Beskidzie Niskim i z Gorlic busem dojechaliśmy w Bieszczady, do Cisnej. Dlatego jeszcze przede mną przejście w całości GSB. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń